poniedziałek, 24 marca 2014

2. Niczym siostra

Wolność. Zastanawialiście się czasem co tak naprawdę oznacza to słowo? Przecież niby każdy ma wolność słowa, każdy może robić co chce, ale gdy powiesz za dużo może spotkać cię kara. Gdy zrobisz coś złego także możesz zostać ukarany. Więc czym tak naprawdę jest wolność? Czy każdy człowiek jest do końca wolny? To pytanie od zawszę będzie z nami i nikt tak naprawdę chyba nie znajdzie na nie odpowiedzi. Nie wiedziała ile czasu już spędziła w tym pokoju. Nie było tu okien, były za to drzwi. Jedne od łazienki, a drugie nie otwierane nigdy, skąd dostawała posiłki. Nie wiedziała kiedy ostatni raz kogokolwiek widziała. Miała wrażenie jakby siedziała już tu całą wieczność i miała już więcej nie ujrzeć słońca. Nie rozumiała tylu rzeczy, tak bardzo chciała znów ujrzeć twarz ojca, by wytłumaczył jej wszystko. Pukanie do drzwi, spojrzała w tamtą stronę zdziwiona. Nikt tu nigdy nie pukał, zawsze drzwiczki małe były otwierane i podawane jej jedzenie, nawet nie wiedziała kto podawał jej posiłki. Po chwili drzwi zaskrzypiały, a w nich ujrzała tak dobrze znaną jej twarzyczkę. Zlękła się i po chwili już jej ciało samo podniosło się z krzesła na którym siedziała i znalazła się tuż przy chłopcu.
-Finn- szepnęła otulając go ramionami. Jego drobne ciałko wtuliło się w nią, a ona poczuła że chłopiec drży. Pierwszy raz widziała go w takim stanie. Zawsze próbował być dorosły, ale dziś znów był małym chłopcem. Znów spojrzała na jego twarz i delikatnie dotknęła dłonią jego policzka. Nie płakał chociaż oczy miał delikatnie zaczerwienione. Jego twarz była pocięta, jakby ktoś go pił, na rękach miał siniaki, a jej serce pękało z bólu widząc go takiego. Wstała i trzymając go za rękę zaprowadziła go do łóżka gdzie go tam posadziła. Poszła do łazienki gdzie wzięła miskę, nalała ciepłej wody i wzięła szmatkę gazową. Musiała delikatnie go przemyć. Wróciła do pokoju i podeszła znów do chłopca. Zaczęła przemywać jego twarzyczkę a potem ręce. Wzięła dzbanek z wodą, nalała jej do szklanki i podała mu. Po chwili kazała mu się położyć, a sama usiadła koło niego i delikatnie głaskając go po głowię pozwoliła mu zasnąć. Tak bardzo chciała wiedzieć co się dzieję poza tym pokojem. Co wydarzyło się jej małemu ochroniarzowi, co tamten człowiek miał na myśli mówiąc że została sprzedana. Chciała ujrzeć słonce, uśmiechy dzieci biegających po targowisku. Spojrzała na śpiącą twarzyczkę Fina i delikatnie się uśmiechnęła, a z jej gardła zaczęła wydobywać się melodia…
Śpiewając zamknęła oczy wyobrażając sobie jak wychodzi za mury królestwa. Jak zatacza koła na zielonej łące. Jak śpiewa razem z ptakami różne melodie. Jak poznaje swoją prawdziwą miłość. Ale rzeczywistość była inna, smutniejsza. Nie było zielonej łąki na której by mogła podziwiać piękne widoki, na której mogłaby być beztroska. Nie było nikogo komu mogłaby podarować swe serce. Otworzyła delikatnie oczy, a z jej oczu popłynęła jedna łza. Była tu sama w tych czterech ścianach. Musiała liczyć tylko na siebie, to nie ona miała być ochraniana, ale ona musiała chronić to co kocha.  Usłyszała szmer i od razu się odwróciła. Zmarszczyła twarz widząc tę twarz. Mimo że widziała ją tylko przez krótką chwilę, to wyryła się w jej pamięci. Wstała powoli prostując się i spojrzała na swojego gościa gniewnym spojrzeniem.
-Czego tu szukasz?- zapytała oschle. Nie czuła się zbyt swojo. Czuła jak jego czerwone oczy błądzą po jej ciele. Czuła się przy nim taka obnażona, jakby mógł przejrzeć ją na wylot.
-Wybacz że dopiero teraz, ale chyba chciałaś wyjaśnień- powiedział zabierając jedno krzesło od stolika które znajdowało się w pomieszczeniu i usiadł na nim i wskazał dłonią by dziewczyna także usiadła. Przez chwilę stała przed nim i rozmyślała, ale zrezygnowana w końcu także usiadła. Patrzył uważnie na każdy jej ruch, a z jego twarzy nie schodził delikatny uśmiech.
-A więc?- ponagliła go widząc że mu niezbyt się spieszy.
-Jest już wieczór, dziś jest pełnia- powiedział patrząc przez chwile na ścianę. Nie rozumiała po co jej to mówił, ale przynajmniej wiedziała jaka jest teraz pora. Chciała zapytać ile czasu tu spędziła, ale teraz nie to było najważniejsze.
-Co miałeś na myśli mówiąc że ojciec mnie sprzedał? Czego chcesz ode mnie? Po co tu przybyłeś?- pytania jakby same wyleciały z jej ust, a dłonie zacisnęły się delikatnie na sukni. Chłopak uśmiechnął się znów i usiadł bardziej prosto i spojrzał jej prosto w oczy.
-Dużo pytań, ale tak piękna pani dostanie odpowiedzi, ale zacznijmy od początku. A więc jestem książę Ryu, pochodzę z dość dalej położonego królestwa i proszę mi wybaczyć, ale panienka zamknięta w tym murze nie będzie wiedzieć gdzie to wiec nie ma sensu tłumaczyć. Co miałem na myśli mówiąc że ojciec cię sprzedał? Oczywiście to co to znaczy. Wybrał się kiedyś do mojego kraju i poprosił o pomoc, chciał utrzymać swoje królestwo piękne i czyste, a więc pomogłem za delikatną zapłatą. A zapłatą okazałaś się ty. Byłaś jeszcze wtedy za młoda, ale przybyłem by odebrać coś co teraz należy do mnie. A więc przybyłem tu po ciebie i jeszcze jedną rzecz. – nachylił się delikatnie w jej kierunku i założył palce na palce i oparł na nich brodę-  a co chcę od ciebie? To proste, byś poświęciła swe czyste życie dla mojej przeklętej duszy- po tych słowach uśmiechnął się ciepło w jej stronę…

Od kilku godzin był już w Tokio i nie wiedział za bardzo co ze sobą zrobić. Rozdzielił się z przyjaciółmi bo każdy chciał zobaczyć się ze swoją rodziną, ale on nie potrafił. Bał się pokazać w domu? Nie, ale nie potrafił tam postawić swojej nogi. Gdy tylko widział swój dom to przypominało mu się wszystko co się kiedyś wydarzyło. Przypominała mu się cała tragedia. Podniósł delikatnie głowę i naciągnął kaptur bardziej na głowę. Spojrzał na zachodzące słońce i zamknął na chwilę oczy.
-Ej czy on nie jest gorący?- usłyszał szept i prychnął cicho. Nie mógł nawet chwili pobyć sam, lepiej jak się stąd zmyje za nim dowiedzą się kim jest. Zaczął iść mało zatłoczonymi uliczkami. Wszystko mu się przypominało. Szkoła, przyjaciele, rodzina. Wiedział gdzie nogi go niosą i nie mógł się już doczekać by znów zobaczyć ten budynek. Miejsce jego najlepszych wspomnień związanych z tym miejscem. Jego kroki powoli stawały się coraz wolniejsze, aż w końcu zatrzymał się. Poczuł delikatne uczucie w sercu widząc stary budynek. Nic nie zmienił się przez ostatnie lata, stał się jedynie dużo starszy. W tym momencie nie potrafili jednak podejść bliżej, coś go zatrzymywało. Przecież to jedyne miejsce gdzie kiedyś mógł poczuć się wolny. Westchnął i chciał zawrócić, ale poczuł czyjeś ręce na swojej kurtce. Odwrócił wzrok i jego oczy napotkały małą dziewczynkę. Jej srebrne oczy przyglądały mu się uważnie, a małe usta były ułożone w szeroki uśmiech.
-Sasuke-san?- szepnęła niepewnie, na co on tylko kiwnął głową. Skarcił się za to bo przecież mógł zaprzeczyć i stąd jak najszybciej odejść.
-Mimi-znów się odezwała, a jej uśmiech zrobił się jeszcze większy. Spojrzał na nią nic nie rozumiejąc. Ona tylko westchnęła i pokazała na siebie palcem.
-Moje imię, Mimi- dopiero wtedy coś do niego dotarło. Kucnął przy niej i poczochrał delikatnie jej ciemne zielone włosy.
-Ale wyrosłaś- powiedział nie mogąc jej do końca poznać. Jak ostatnim razem ją widział wydawała się jakby dopiero co z pieluch wyrosła, a tu już wyglądała dużo doroślej.
-Wejdziesz?- zapytała śmiejąc się pod nosem. Zastygł chwilę w bezruchu i posłał jej delikatny uśmiech. Chwyciła go za dłoń i zaczęła prowadzić ku wejściu do pomieszczenia. Nie był tu odkąd opuścił Tokio i Japonię. Zastanawiał się czy może w środku coś się zmieniło. Gdy tylko znaleźli się pod drzwiami, nabrała powietrza do płuc i trochę się obawiając wszedł do środka. Drzwi cicho zaskrzypiały, a do jego uszu dotarła muzyka puszczona z radia i rozmowy różnych ludzi. Rozejrzał się po pomieszczeniu i zdziwił się trochę, że odkąd opuścił Tokio to miejsce w ogóle się nie zmieniło. Poczuł że mała dziewczynka puściła jego dłoń i zaczęła kierować się w stronę zaplecza. Nie czekając dłużej poprawił kaptur na swojej głowię i ruszył za nią.
-Papo!- usłyszał jej głosik i wszedł za nią do pomieszczenia za barem. Widział zdziwiony wzrok dość młodego mężczyzny. Uśmiechnął się pod nosem i ściągnął kaptur.
-Witaj wujku- powiedział spokojnie patrząc na zatroskana twarz mężczyzny. Ciemnowłosy podszedł bliżej i uściskał młodego Uchihe.
-Sasuke, wróciłeś!- powiedział zadowolony, patrząc na twarz młodzieńca.
-Trzeba w końcu zmierzyć się z rzeczywistością- powiedział z nutką chłodu w głosie, a twarz jego wujka posmutniała trochę, ale po chwili znów pojawił się na niej uśmiech.
-Jeśli chcesz na razie możesz mieszkać u mnie, wiesz że twój pokój jest dalej wolny- odparł i pogłaskał swoją córeczkę po głowię- Mimi cię zaprowadzi i da twoje stare klucze.
Nie pokazał tego po sobie, ale ta propozycja bardzo go uszczęśliwiła. Jak na razie swoje bagaże zostawił w jednym z hoteli i wybrał się na spacer. Nie był gotowy na powrót do domu, nie był gotowy by znów ujrzeć swój dom rodzinny.
-Dziękuje- szepnął, a jego wujek znów posłał mu ciepły uśmiech. Położył mu dłoń na ramieniu.
-Jesteśmy rodziną, zawsze możesz na mnie liczyć- po tych słowach odwróciła się na pięcie i wrócił do swoich zajęć. Wiedział że poświeciłby mu więcej czasu, ale był teraz w pracy i nie mógł porzucić swoich obowiązków nawet jeśli był tu szefem.
-Na dzisiaj skończyłam- usłyszał tak dobrze znany mu kobiecy głos i odwrócił się z lekkim uśmiechem.
-Cześć mała- powiedział spokojnie, a dziewczyna zarumieniła się lekko i od razu do niego przytuliła.
-Wróciliście- szepnęła szczęśliwa przez łzy
-Nie dawno- odparł i otarł łzy z jej policzka. Musiał przyznać że przez te dwa lata ich nieobecności dziewczyna wyładniała i stała się dużo dojrzalsza.
-Wszyscy?- zapytała pełna nadziei, a on cicho się zaśmiał.
-Dzięki niemu, musiał wyrównać tu wszystkie sprawy, znów przesadziła podobno- powiedział dość cicho, a dziewczyna rozumiejąc kiwnęła tylko głową.
-Zagrasz tu znów?- zadała kolejne pytanie, a on jakby wpadł w trans patrząc na jedno ze zdjęć które dopiero teraz zauważył. Był na nim On i jego najlepsi kumple. Naruto stał na przodzie z mikrofonem, za nim zaraz On z gitara elektryczną, obok niego Suigetsu z basem i Kiba przy perkusji. Była ich czwórka, ale byli najlepszą zgraną paczką. To tutaj wszystko się zaczęło. To dzięki temu że zaczęli grać w tej knajpce rozwinęła się ich kariera. Zamknął na chwilę oczy a obraz sam zaczął mu pojawiać się przed powiekami.

Ciepły dzień, znów wracał z zajęć cały poddenerwowany. Była to ostatnia klasa liceum i nauczyciele niesamowicie każdego denerwowali. Wiedział ze musiał się uczyć do egzaminów końcowych, ale nie musieli mu tego powtarzać dzień w dzień. Przecież był na to przygotowany. Było coraz cieplej, a egzaminy miały odbyć się już za miesiąc. Przystanął na chwilę i oparł się o barierkę. Zawsze gdy miał gorszy dzień przystawał na tym moście. Nie przechadzało się tędy zbyt wielu ludzi więc mógł trochę pomyśleć. Włożył ręce do kieszeni i po chwili wyciągnął z niej mała paczkę. Papierosy, nie palił nie lubił tego, ale w takie dni jak ten po prostu musiał. Włożył papierosa do ust, odpalił i zamknął oczy. Nikotyna dostająca się do jego płuc jakby go uspokajała. Jednak nie trwało to długo. Poczuł jak ktoś wyciąga mu papierosa z ust i już chciał powiedzieć coś chamskiego, ale otwierając oczy i widząc przed sobą ten ciemno brązowy wzrok nie odezwał się ani słowem. Przeklął na siebie że widziała go z papierosem.
-Miałeś nie palić!- powiedziała zdenerwowana wyrzucając papierosa do rzeki. On tylko przewrócił oczami i włożył ręce do kieszeni.
-Przestań marudzić Rin, bo będziesz miała coraz więcej zmarszczek- odparł i zaczął iść w tak dobrze znanym mu kierunku.
-Nie olewaj mnie i mógłbyś mówić do mnie ciociu- dogoniła go i chwyciła za ramię, nie zatrzymał się, ale spojrzał na nią i westchnął.
-To że jesteś z moim wujkiem, mieszkam u was i macie dziecko nie znaczy że muszę do ciebie mówić ciociu- odparł, wiedział że kobieta znów chce coś powiedzieć, ale zatrzymał się nagle i łapiąc ją za dłoń przyciągnął tak blisko siebie że drażnił ją oddechem. Drugą dłoń zaś położył na jej dole pleców i patrzył z delikatnym uśmiechem na nią uważnie.
-I czy nie uważasz że jak mówię do ciebie po imieniu to wydajesz się młodsza?- zapytał uwodzicielsko. Na twarzy kobiety wyskoczyły rumieńce, a po chwili chłopak poczuł uderzenie w tyłek. Odwrócił się momentalnie puszczając kobietę i patrząc na mała dziewczynkę z naburmuszoną twarzyczką.
-Przestań dokuczać mamusi!- krzyknęła i od razu przytuliła się do nogi Rin. Chłopak znów westchnął i włożył ręce do kieszeni.
-Jeśli chcesz to mam lepszy pomysł na twoje problemy- powiedziała z uśmiechem kobieta. Nie odezwał się więcej, ale pozwolił się jej prowadzić. Zaprowadziła go do knajpki, którą otworzyła wraz z męzem, tuż po urodzeniu Mimi. Dała mu gitarę i kazała zagrać na scenie. Grywał w domu, ale nigdy nie grał przed publicznością, tylko przed mała Mimi i czasami Obito słuchał jego gry. Nie chciał na początku, ale któregoś dnia wrócił tak wkurzony ze szkoły, że wyszedł na scenę od razu. Poczuł się wtedy o wiele lepiej, czuł że żyje. Zaprosił Naruto, a potem i innych i tak od wtedy zaczęli grać w tej knajpce. Grywali codziennie po szkole. Zaczynali być coraz bardziej popularni, a w knajpce zaczynało być coraz więcej gości. Dostali propozycję przyjścia na casting, ale odmówili nie chcieli być sławni, wystarczało im to co mieli, Rin namawiała ich do castingu, ale nie chcieli, ale potem wszystko się zmieniło.

Oprzytomniał i spojrzał na Hinatę która przyglądała mu się z uśmiechem. Wiedział że odleciał pewnie na trochę, ale ona się tym nie przejmowała, a stała spokojnie i czekała.
-Może kiedyś- odparł patrząc na większe zdjęcie. Przedstawiało jego rodziców i brata, a kolejne jego ciotkę Rin z małą Mimi. Westchnął i chciał wyminąć dziewczynę, był już dość zmęczony i chciał żeby jego mała kuzynka poszła już z nim do mieszkania, chciał się już położyć spać.
-Przestań rezygnować z życia!- krzyknęła za nim, odwrócił się i spojrzał zmęczonym wzrokiem na dziewczynę. To było ironiczne, on miał nie rezygnować z życia, kiedy już dawno temu powinien być martwy, ale nie to było dla niego najgorsze. Najgorsza była ta pustka w sercu, którą wyrządziła kobieta. Najgorsze było to co on sam czuł. Uśmiechnął się blado i wyszedł z pomieszczenia, a za nim poczłapała zielonowłosa dziewczynka.

Nie rozumiała o co mu chodziło. Co oznaczało poświęcenie jej czystego życia? Co miała dla niego zrobić, tyle pytań znów kłębiło się w jej głowię.
-To znaczy?- zapytała niepewnie. Chłopak tylko wstał i otworzył drzwi na oścież. Do pokoju weszły trzy młode służące z dużymi koszami w rękach.
-To znaczy że zabiję cię dziś na ołtarzu, by moje przekleństwo minęło- po tych słowach opuścił jej pokój a ona patrzyła na zamykające się drzwi w przerażeniu. Swoje przerażone spojrzenie przeniosła na wystraszone służki, a potem na małego chłopca. Chciała płakać, ale gula jakby utknęła jej w gardle. Czuła jak jej ciałem zaczęły wstrząsać dreszcze. Jej życie jeszcze nie zaczęło się dobrze, a już je miała skończyć.
-Panienko- z letargu wybudził ją głos jednej ze służek. Nie poznawał jej, ale widziała jak grzebie w koszu, a jej ręce strasznie się trzęsą. Wyciągnęła dwa małe plecaki. Druga służka wyciągnęła z kosza dwa męskie stroję i jej podała.
-Musi panienka uciekać, niech panienka schowa uciekać do lasu, tam niech panienka schowa się blisko świętego drzewa. Ma panienka czyste serce więc drzewo powinno panienkę ochronić.- zaczęła szybko mówić ostatnia, pomagając jej rozwiązać gorset. Wiedziała że za pomoc jej w uciecze mogła przypłacić życiem, ale one były świadome tego i wiedziała że nic nie zrobi. One dokonały wyboru. Szybko ubrała się w koszule i ciemne spodnie. Ubrała na nogi oficerki i zaczęła budzić chłopca. Finn mimo ran zdołał się przebrać w coś świeżego, a tym czasem jedna ze służek pakowała im prowiant do plecaków. Jedna zaś wiązała Sakurze włosy w warkocz, po czym schowała je po czapką. Byłą niemalże nie rozpoznawalna, ale jej włosy rzucały się w oczy, dlatego też starały sieje jak najbardziej schować pod czapką. Kobiety miały zapasowe klucze, dlatego też udało im się opuścić pokój. Służki pomogły jej i chłopcu wydostać się z zamku, dalej musieli sobie radzić sami. Było już ciemno wiec było im łatwiej. Biegli ile sił w nogach na skraj lasu. Gdy już znaleźli się w lesie zwolnili i zaczęli kierować się do ogrodu gdzie rosło zaczarowane drzewo. Była tu nie raz, tylko osoby o czystym sercu mogła tu podejść i wiedziała że teraz będzie bezpieczna. Usiadła pod drzewem i przytuliła zmęczonego chłopca, który od razu zasnął.
-Okami-sama- szepnęła do siebie patrząc w niebo. Poczuła dziwnie mrowienie na plecha i spojrzała w bok. Dostrzegła że coś się jej przygląda i delikatnie drgnęła. Przyglądało jej się jakieś stworzonko z jednym okiem. Przełknęła delikatnie ślinę i zamknęła oczy. Wyobrażała sobie że to tylko jej wyobraźnia, ale stworzonko nie chciało zniknąć.
-Witaj- powiedziała niepewnie.
-Cześć- poczuła dreszcz słysząc jak to coś jej odpowiada.
-Jesteś?- zapytała niepewnie, nie bardzo wiedząc czy nie powinna czasem uciekać, ale przecież nie mogła zostawić Finna na pastwę losu.
-Shinju- odparło a ja zatkało.
-Święte drzewo- szepnęła i przełknęła ślinę.
-Tak to moja duchowa postać, a ty wzywałaś- odezwało się i dalej patrzyło na nią zaciekawiona- twoje serce krwawi, ale mogę uratować twój kraj.
-Jak?- niemalże krzyknęła, ale przypomniała sobie o rannym i zmęczonym chłopcu.
-Czuję się bardzo samotny, dlatego dam ci rok czasu, ale przez ten rok twoje serce musi zostać czyste, a potem oddasz mi swoją duszę, zasadzę ją przy moich korzeniach i będziesz tu żyć ze mną. Wyślę ciebie i chłopca tam gdzie będziecie mogli żyć w szczęściu, ale to zależy tylko od ciebie- szepnęło stworzonko i usiadło spokojnie. Powtarzała w myślach jego propozycję i przygryzała delikatnie wargę. Czy różniło się to coś od tego że tamten koleś chciał ją poświęcić?
-Tu będziesz żyć, tyle że już nie jako człowiek- znów się odezwało. Przełknęła cicho ślinę i znów spojrzała na chłopca. Mogła mieć jeszcze rok życia, rok czegoś wspaniałego. Uśmiechnęła się do siebie i odwróciła w stronę stworzonka.
-A więc żyj szczęśliwe przez ten rok- znów się odezwało, a ona zrobiła zdziwioną minę. Poczuła jak pień zza jej pleców znika, a ona sama zaczyna upadać. Ale nie poczuła zderzenia z ziemią, czuła jak świat zaczyna wirować. Zamknęła powieki, a po chwili poczuła coś mokrego na policzkach. Otworzyła oczy i szybko podniosła twarz z mokrej trawy. Padał deszcz a nią aż wstrząsało od zimna. Rozejrzała się momentalnie i zauważył ze chłopiec dalej nieprzytomny leży koło niej. Nie wiedziała co się właśnie stało, ani gdzie się znajduję. Było ciemno, padał deszcz a ona zamarzała z zimna.
-Gomen?- usłyszała kobiecy głos i przestraszona spojrzała w tamtą stronę. Ujrzała dziewczynę z latarką i parasole. Jej białe oczy spoglądały na nią niepewnie, ale po chwili podbiegła do niej i kucnęła.
-Czy coś się stało?- zapytała widząc nieprzytomnego chłopca.
-Nie ja, gdzie jestem?- zapytała otulając się rękoma.
-W Tokio- odparła dziewczyna. Widząc jednak przemoczoną dziewczynę, podała jej swoją bluzę po czym pomogła jej wstać. Dobudziły chłopca, który musiał niestety iść o własnych siłach. Nie znała ich, ale nie bała się ich wziąć do swojego mieszkania, przecież nie zostawi ich na ty deszczu bez dachu nad głową.

Odkąd wrócił do domu, zjadł coś na szybko i udał się do szpitala. Nie wiedział już ile tu siedzi, ale wiedział że dość długo. Patrzył zamyślonym wzrokiem na blondynkę znajdującą się na łóżku. Miała uśmiech na twarzy zajadając się winogronem. Jemu zaś nie było tak do śmiechu. Znów to zrobiła, tym razem jednak bardzo skutecznie skoro ściągnęła go aż tutaj.
-Chcesz trochę?- podała mu jedno winogrono. Koszula zsunęła się  z nadgarstka pokazując delikatnie czerwone bandaże. Skrzywił się na ten widok, a on to widząc szybko zakryła nadgarstki.
-Nie musiałaś tego robić- powiedział oschle, co rzadko mu się zdarzało. Dziewczyna od razu posmutniała i przyłożyła dłonie do piersi.
-Inaczej byś mnie nie odwiedził- szepnęła smutno.
-Shion, przestań zachowywać się jak dziecko- powiedział zrezygnowany i chciał wstać ale ona szybko go chwyciła i pocałowała w usta. Odepchnął ją delikatnie, a po jej policzkach popłynęły łzy.
-Kiedy ja cię kocham, tak bardzo!- niemalże krzyknęła w jego stronę, a jej drobne rączki zacisnęły się na kołdrze. Westchnął i zaczął kierować się w stronę drzwi.
-Dla mnie jesteś niczym młodsza siostrzyczka, wybacz- po tych słowach wyszedł z jej Sali i zamknął za sobą drzwi. Oparł się o nie i znów westchnął. Słyszał jej płacz, jej krzyk by wrócił, ale nie mógł dalej jej traktować jak małe dziecko, którym nie była. Sasuke wtedy miał rację, gdy mówił że źle się to skończy i kończyło się to zawsze źle. Shion znał odkąd był dzieckiem, była dość chorowita wiec sienią opiekował. Mieszkała koło niego więc znali się od zawsze, ale potem zaczynała być coraz bardziej zazdrosna, robiła sobie krzywdę przez co zawsze musiał być przy niej, a teraz? Teraz żałuje że nie potrafi powiedzieć temu wszystkiemu dość.


I kolejna notka za nami. Mam nadzieję ze są odpowiedzi na większość waszych pytań. Że wam się podoba i jest w miarę dłuższa :]
Co do postaci Shion to jeśli oglądaliście pierwszy film Naruto Shippuuden to jest to główna bohaterka.

Mam nadzieję że mimo iż tak mało osób się odzywa to że więcej was czyta moje wypociny. Jeśli macie jakieś pytania to śmiało pytajcie, zawsze jak znajdę czas to odpowiem :}


czwartek, 13 marca 2014

1.Wszystko się zacznie

Słońce znów górowało na nieboskłonie dając wszystkim do zrozumienia że właśnie nadeszło południe. Upalne południe kiedy to wszyscy zbierali się na przerwę, by móc odetchnąć trochę od pracy i słońca. Każdy chował się w cieniu jak największego drzewa i odpoczywał. Ona rzadko kiedy wychodziła z domu, ale dziś był ten dzień, kiedy nawet jej ojciec zlitował się nad nią i pozwolił jej opuścić pałac. Była ubrana w dość zwiewną suknię, ale mimo to i tak czuła jakby miała się zaraz rozpuścić. Na dłoniach miała rękawiczki, a w nich trzymała parasol, by słonce nie podrażniło jej mlecznej skóry. Gdy tylko mijała mieszkańców do każdego się uśmiechała, a oni odwzajemniali uśmiech. Obok niej szedł jej mały strażnik. Nie był zbyt wysoki ani dorosły, ale mimo to zawsze cieszyła się że przy niej jest. Przeżył więcej niż ona i wiedziała że gdyby coś zaczęło się dziać to on na pewno by zareagował. Był czas zbiorów więc większość kobiet i mężczyzn było można teraz spotkać w polach, gdzie nie mogła się zapuszczać, ale przecież nie będzie ciągle posłuszna. Jednak w jej sukni było dość ciężko wychodzić pod te góry, ale nie poddawał się, nie miała zamiaru rezygnować. Uważała że największym błędem jej ojca, jest to że w ogóle nie potrafi żyć z własnym ludem. Powinien więcej czasu im poświęcać, dlatego też ona zamierza przyjść nawet w pole, by z nimi pobyć. Widziała zdziwienie ludu gdy zaczęła się zbliżać, ale na jej twarzy dalej widniał uśmiech mimo zmęczenia.
-Panienko co panienka tu robi?- usłyszała głos starszego mężczyzny, który ściągnął czapkę i delikatnie się ukłonił.
-Dziś mamy taki piękny dzionek, chciałabym móc tylko trochę pobyć z moim ludem, proszę nie zwracajcie na mnie uwagi- odparła.
-Ależ panienko, powinna panienka siedzieć w domu, toż podobno ostatnio dzieją się tu złe rzeczy- odezwała się kobieta, która także podeszła bliżej. Jej twarz wyglądała na dość zmartwioną.
-Ależ nasze królestwo jest jednym z najbezpieczniejszych- odparła troszkę zdziwiona.
-To panienka nic nie wie?- zadumał się staruszek, a Sakura zmarszczyła brwi. Cos tu nie grało.
-Powinniśmy wracać- odezwał się chłopiec patrząc dość groźnie na parę starszych osób.
-Co się dzieje Finn?- zapytała poważniejszym tonem, który nie znosił sprzeciwu.
-Ojciec chciał panienkę chronić- odparł i podał jej dłoń, by ją chwyciła. Chciał ją już stąd zabrać. Miał złe przeczucia…Skoro ludzie już gadali to znaczyło że zaczęło się już dziać coś gorszego niż on wiedział. Spojrzała na niego podejrzani. Podziękowała staruszkom, pożegnała się i chwyciła dłoń chłopaka. I wtedy niespodziewanie nastąpił pierwszy wybuch, a po nim następnym. Każdy się zląkł i spojrzał w danym kierunku. Dym unosił się niedaleko pałacu…

Nagły huk obudził go z drzemki. Szybko wstał i zaczął się rozglądać po pomieszczeniu. Nie wiedział gdzie jest, było ciemno, ale po chwili wszystko zaczynało do niego wracać. Spojrzał pierw na zegarek który wskazywał południe. Zwlókł się z łóżka i odsłonił żaluzje. Słońce oślepiło go a on od razu zamknął oczy. Westchnął i przeczesał włosy po czym odwrócił się w drugą stronę i spojrzał na drzwi. Były zamknięte, ale co chwile doskonale było słychać hałas. Zrezygnowany chwycił za podkoszulek który leżał na fotelu i wyszedł z pokoju. Na korytarzu było pusto, ale co się dziwić skoro to piętro zostało wynajęte tylko dla nich. Kolejny huk wydobywający się z jednego z pokoi. Teraz już przynajmniej wiedział z którego i do kogo on należał. Wolnym krokiem zaczął podążać w tamtym kierunku i nawet nie pukając od razu otworzył drzwi. Nie zdziwił się widząc swojego przyjaciela, który znów rzucił piecykiem od gitary. Westchnął i spojrzał na niego pytającym spojrzeniem. Widział że jest wściekły, ale z nim na pewno porozmawia.
-Naruto- zaczął spokojnie i wtedy dopiero przyjaciel odłożył gitarę i ze zrezygnowaniem usiadł na łóżku i schował twarz w dłonie. Nie płakał, ale zaczynał powoli się uspokajać. Sasuke zamknął za sobą drzwi i usiadł koło przyjaciela.
-Znów to zrobiła- powiedział cicho i przeklął. Młody Uchiha skrzywił się na to stwierdzenie i poklepał przyjaciela po plecach.
-Powinieneś to zakończyć- doradził ciągle patrząc na załamanego Naruto. Ten w końcu podniósł wzrok i spojrzał na swojego gościa.
-Zawsze przy mnie była, nie potrafię od tak jej zostawić- dobrze wiedział że Sasuke o tym wie, ale musiał mu przypomnieć.
-Naruto…
-To nie takie łatwe jak się wydaje!- tym razem podniósł trochę głos, a jego wzrok był przekonujący. Uchiha znów westchnął ze zrezygnowaniem. Wiedział że nie przegada przyjaciela, ale chciał dla niego jak najlepiej, a to co on robi teraz nie jest wcale dla niego dobre. Przecież to wszystko go niedługo wykończy, a on nie chciał go stracić. Był dla niego oparciem.

Biegła ile sił w nogach, ale przez buty na delikatnym obcasie i suknie strasznie ciężko jej się biegło. Wiedziała że Finn akurat tu był wyrozumiały i czekał na nią, ale wiedziała że chciał być jak najszybciej w pałacu. Kazała ludziom ukryć się w domach, nie mogła pozwolić im narażać się na niebezpieczeństwo. Gdy była coraz bliżej widział coraz więcej nieznajomych twarzy. Widziała żołnierzy ojca z bronią w rękach, widziała ludzi którzy strzelali do cywili. Zatkała usta dłonią, chciała biec, ale Finn trzymał ją mocno za dłoń. Jak na dziecko to był strasznie silny, patrzył na nią groźnym spojrzeniem.
-Proszę się uspokoić i nie wychylać!- powiedział szorstko. Nie pokazywał zbytnio swoich uczuć, ale nigdy nie był dla niej taki szorstki. Kiwnęła delikatnie głową na znak że się zgadza i znów spojrzała na plac gdzie znajdowali się żołnierze jej królestwa jak i jacyś obcy ludzie. Nie słyszała co jeden z nich krzyczał, ale widziała strach w oczach jej ludu. Widziała że żołnierze nie byli na to przygotowani. Nagle pojawił się jej ojciec. Był opanowany ,a na jego twarzy nie malowały się praktycznie żadne emocje. Patrzyła na niego z niedowierzeniem. Po chwili wybiegła jej matka i zaczęła szarpać króla. Odepchnął ją dość mocno tak że upadła na ziemię. Mimo iż Sakura tak bardzo chciała tam podbiec to wiedziała że nie może nie teraz. Spojrzała kątem oka na Finn’a który stał spokojnie obok niej i dłoń trzymał na mieczu przy pasie. Znów spojrzała przed siebie i widziała jak ktoś wychodzi przed szereg i zaczyna gestykulować dłońmi. Jej ojciec też coś pokazywał. Rozmawiali, ale o czym? W pewnym momencie mężczyzna wyciągnął miecz z pochwy i skierował go w stronę jej ojca. Nie wytrzymała i wyrwała się z uścisku Finn’a i zaczęła biec przed siebie. Znalazła się po chwili przed ojcem a ostrze miecza delikatnie zraniło jej pierś. Syknęła delikatnie ale się nie odsunęła. Mężczyzna widząc ją od razu się cofnął, a ojciec stanął osłupiały.
-Sakura!- krzyknął zdenerwowany łapiąc ją za ramiona i odwracając w swoją stronę.
-Papa- powiedziała przestraszona jego krzykiem.
-Kazałem ci się trzymać dziś z dala pałacu!- znów krzyknął, ale ona znów poczuła jak ktoś nią szarpnął wyrywając ją z uścisku ojca. Poczuła jak czyjeś ramiona ją otulają i ostrze znów jest wymierzane w stronę jej ojca.
-Wiec to jest twój kwiat który podtrzymuje ten kraj- usłyszała męski głos tuż przy uchu, ale nie była w stanie się odwrócić tak by ujrzeć twarz.
-Nie dotykaj jej!- znów krzyk jej ojca. Mimo ostrza przyłożonego do gardła nie chciał się poddać.
-Została mi obiecana nie pamiętasz?- jej oczy na to zdanie się rozszerzyły i spojrzała pytającym wzrokiem w stronę ojca, ale ten nie patrzył na nią.
-Papo?
-To nie wiedziałaś- teraz została odwrócona w stronę swojego napastnika. Trzymał ją dalej mocno, ale teraz mogła mu się przyjrzeć. Jego czerwone oczy były wpatrzone w jej, a na twarzy gościł delikatny uśmiech. Był dość młody, mógł być starszy od niej zaledwie o kilka lat. Był przystojny, ale było też w nim coś mrocznego.
-O czym?- zapytała dalej patrząc w jego hipnotyzujące czerwone oczy. On tylko delikatnie się uśmiechnął i musnął wargami jej usta. Poczuła dziwny dreszcz przechodzący po jej ciele. Chłopak tylko uśmiechnął się do niej, a jego twarz jakby zrobiła się milsza, cieplejsza.
-Przestań!- znów krzyk jej ojca, ale tym razem to ona się odwróciła i spojrzała na ojca gniewnym spojrzeniem, zawsze traktował ją jak więźnia, niczego nie mówił.
-Zamknij się!- uniosła głos i znów spojrzała na tajemniczego nie znajomego.
-Śliczna i niebezpieczna- szepnął zaczesując kosmyk jej włosów. Ona jednak odepchnęła jego dłoń i także spojrzała na niego złowrogim spojrzeniem.
-O czym nie wiem!- powiedziała dość ostro. On tylko znów delikatnie się uśmiechnął i położył dłoń na jej tali. Widząc jej minę wiedział że nie bardzo to jej się podobało, ale ona tu nie miała nic do gadania.
-Ojciec cię sprzedał…

Mimo że nie podobało się mu to zbytnio to dał się jakoś na to namówić. Wiedział że Sasuke miał rację co do tego, ale nie wiedział jak się ma za to porządnie zabrać. W końcu była dla niego bardzo ważną, jak ma ją tak po prostu zostawić. Spojrzał za okno i patrzył na przemijający krajobraz. Wracali do Tokio, po tak długim czasie znów wracali do swoich starych stron. Każdy z nich chciał jak najszybciej opuścić to miasto, wyrwać się z więzów przeszłości, a teraz każdy z nich tam wracał, wracał do swojej brudnej przeszłości. Dłonią dotknął delikatnie swojego wisiorka i uśmiechnął się mimowolnie. Poczuł cos zimnego przy policzku i spojrzał w stronę przyjaciela który stał obok niego i podawał mu zimny napój.
-Już prawie jesteśmy- odezwał się Sasuke.
-Jak myślisz? Coś się zmieniło?
-My na pewno, nie martw się na pewno wszystko się ułoży

-Jakoś mam wrażenie że tutaj dopiero wszystko się zacznie- odparł Naruto i znów spojrzał na krajobraz. Tym razem niebo przecięła błyskawica, a z nieba zaczął padać deszcz.